You are here:  / Dualsky xc850tf / M: Alien Paranoia

M: Alien Paranoia

M: Alien Paranoia
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

M: Alien Paranoia

Każdy miłośnik przygód słynnego agenta 007, Jamesa Bonda, z pewnością kojarzy postać noszącą pseudonim M. Taaak, to władcza i silna ko… smitka. A raczej kosmita, który wpadł w nieziemskie tarapaty! Oczywiście trzeba mu pomóc!
Zacznijmy jednak od początku, to jest od narodzin naszego dzielnego przybysza z gwiazd. Otóż M wykluł się około 212 lat temu na swej rodzinnej planecie P. Dość szybko wyrósł na dzielnego i odważnego kosmitę, który szczupłym ciałem, szerokim uśmiechem i zwinnymi paluszkami zdołał zapracować na dość poważne i wymagające stanowisko, jakim niewątpliwie jest starszy dostawca pizzy. Tam również sprawował się przyzwoicie. Jego twarzowy monitor i charakterystyczna antenka podróżowały po niemal całym znanym wszechświecie rozwożąc cenny i smaczny pokarm, zaś trzy długaśne palce w perfekcyjny sposób przeliczały mamonę. W międzyczasie, to jest podczas swych długich podróży służbowych M pielęgnował swoje hobby; a więc podnosił w próżni ciężary, zażerał się pizzą i katował komputer. Jego ulubioną grą były słynne Małe ludziki, w których to dzielny kosmita ścierał się z potworami pochodzenia ziemskiego.
I właśnie owo hobby doprowadziło M do tarapatów, w których właśnie teraz się znajduje. Jakim cudem? Bardzo prosto. Gra wciągnęła go do tego stopnia, że nie usłyszał pisków kontrolki stanu paliwa, ani późniejszego alarmu komputera pokładowego. Zorientował się dopiero wtedy, gdy jego statek z wielkim hukiem roztrzaskał się o powierzchnię tajemniczej planety. Pokładowe radio zmarło w przeciągu kilku sekund, Małe ludziki zniknęły z ekranu, zaś przed twarzą M stanął obraz N obiecującej, że jeśli jeszcze jeden raz spóźni się na wspólną kolację, to ich związek przeżyje dramatyczny i krwawy koniec.
Trzeba działać… M ma niewiele czasu, by zebrać wszystkie części swego pojazdu do kupy i wrócić do domu, gdzie czeka na niego ukochana. Co gorsza, aby tego dokonać, potrzebuje pomocy. Twojej ma się rozumieć! M: Alien Paranoia to kolorowa zręcznościówka, w której aż roi się od przeciwników. Wśród nich czołowe miejsce zajmują Gorki, stanowiące połączenie krokodyla i dzika. To diabelnie niebezpieczne zwierzęta, które spotkać można na całej planecie. Na szczęście kilka strzałów rozwiązuje ich problem z nawiązką. Gorzej jest z ziemnowodnymi piraniami, które trzymają się rzek i jezior, lecz potrafią także skakać po ziemi. Są dokuczliwe i co gorsza, skuteczne. Komary dla odmiany są słabiutkie jak procesor 486, choć połączone w grupę umieją dość mocno dać się we znaki. Niebezpieczeństwo stanowią też mięsożerne rośliny, których szczęki potrafią rozerwać ciało każdego kosmity na strzępy (co gorsza, ich serce znajduje się pośrodku szczęk, co oznacza, że zlikwidowanie stwora wiąże się ze zmuszeniem go do ich rozwarcia), malutkie i duże pajączki, wściekłe robale z długimi nosami, latające wampiry, muskularne kraby, potężne ptaszyska, ludojady Sumo, kaktusy, jaszczurki, goryle, łucznicy i pikanierzy, wreszcie szamani. Dobrze chociaż, że takie stworzenia jak żółw Tortozaur, Lechonozaur czy pisklę Gorka są w stanie pomóc M w jego wędrówce ku szczęściu. Nie należy też zapominać o zestawie nowoczesnych broni, które nasz dzielny kosmita nosi ze sobą. Prócz standardowych klapsów i laserów na uwagę zasługują bumerangi, jajka Gorków i gruszki, które potrafią być naprawdę niebezpieczne! Któż by się spodziewał, nie?
Na końcu warto wspomnieć o innych atrakcjach, jakie przyniesie z sobą polska premiera M: Alien Paranoia. Przede wszystkim za interesującą należy uznać oprawę graficzną programu. Dziwaczne, kolorowe krajobrazy i śmieszne postacie w kilkudziesięciu typach i rodzajach nie są tym, do czego przyzwyczaiły nas seryjnie produkowane gry wielkich wydawców. Kolejną atrakcją będzie polska wersja językowa oraz brak przemocy (czytaj: ton lejącej się krwi), dzięki czemu program spodoba się również najmłodszym. Wreszcie na ostatnią niespodziankę zapowiada się cena. M: Alien Paranoia wyceniono na niecałe 40 zł, a więc 4 razy mniej niż kosztują najnowsze, nie do końca udane dzieła LucasArts z Star Wars: Battle For Naboo na czele. Za taką politykę finansową firmie Topware należą się brawa!

Podobne wpisy: